wtorek, 21 grudnia 2010

Wielka metamorfoza- czyli jak powstawało "Siódme Niebo"

Marzenia... Mają ponoć to do siebie, że się nierzadko spełniają. Moje się spełniło w czasie, kiedy tak naprawdę się tego nie spodziewałam. A marzyła mi się przytulna, taka bezpretensjonalna kawiarenka- jak te w Skandynawii na przykład, z zapachami, smakami, przytulnym wystrojem i nieodzownie z sączącym się gdzieś w tle jazzem. Każda dotychczasowa przymiarka do tego przedsięwzięcia, okazywała się nietrafiona, aż nagle w miejscu i czasie, którego bym się nie spodziewała, zaczyna się zamieniać w fakt. Niesamowite! Wszystko potoczyło się jak kula śnieżna, a kolejne 3 tygodnie przygotowań zaowocowały czymś, z czego, jak myślę, możemy być naprawdę dumne.
I jest! Miejsce, które na pierwszy rzut oka nie bardzo przystawało do moich wyobrażeń, zmieniłyśmy nie do poznania, nadając mu przytulny wygląd. Jak na "Siódme Niebo" przystało, dominują w nim błękity, a kto mnie zna, ten wie, że nie obeszło by się oczywiście bez bieli i szarości. Klimat tworzą niewyszukane, ale prawie wszystkie przerobione przez mnie elementy wyposażenia, a całości dopełniają jakże istotne detale. Obejrzyjcie, jeśli macie ochotę, fotorelację z tego w jaki sposób wynajęty lokal zamienia się w nasze "Siódme Niebo". Coś w stylu  "przed i po":




1 komentarz: